Dzisiaj znowu krótko i na temat, niestety bez zdjęć.
Miało być DIY, ale wiadomo, że w życiu nie zawsze wszystko wychodzi i czasem na coś trzeba poświęcić trochę więcej czasu (głupia maszyna!) :P
Za tydzień powinnam się już ze wszystkim wyrobić.
Tymczasem napiszę, jak sobie ostatnio żyjemy.
Po pierwsze - spacery.
Ilekroć pogoda i trochę wolnego czasu pozwala, jeździmy nad Zalew i spacerujemy "naszą" ścieżką po lesie.
Do tej pory pies na każdym takim spacerze chodził na smyczy automatycznej, bo i tak się nie oddala na więcej niż kilka metrów, a o spuszczeniu ze smyczy (w lesie!) nie ma mowy.
Ostatnio jednak postanowiłam mu trochę bardziej zaufać i zaczęłam go puszczać starym dobrym sposobem na "ze smyczą" (smycz przypięta do szelek ciągnie się luzem za psem).
Tak jak przypuszczałam - na początku dostał pierdolca "rany, jestem wolny, mogę iść gdzie chcę, zobacz, patyczek, rzucisz mi?", ale nie oddalał się.
Zdarzyły się sytuacje, kiedy wszedł głębiej w las za zapachem, totalnie mnie ignorując i wtedy musiałam po niego wejść, ale poza tym było większych problemów.
Tylko... musimy jeszcze kupić zwykłą smycz (wewnętrzna psia zakupoholiczka - "tak!") przeznaczoną tylko do takich spacerów - podszycie z siateczki w rączce od smyczy niestety nie zdało egzaminu - tym sposobem mam kolejny pretekst na wydanie pieniędzy na psa :P
Oprócz tego, jeśli na tygodniu nie mogę pozwolić sobie na takie wyjście, staramy się wychodzić na przynajmniej jeden długi spacer, najlepiej wieczorem, czego, jak na razie udaje mi się dotrzymać.
Kolejnym punktem są sztuczki.
PanSpaniel potrafi już ładnie trzymać rzeczy w pysiu <3
Nie do wiary, że jeszcze jakiś czas temu myślałam, że mój pies NIGDY nie będzie w stanie wziąć przedmiotu do pyska na moją prośbę, była to jedna z tych sztuczek "tonigdysięnieuda", a wystarczyło tylko znaleźć sposób...
Żebym ja w innych rzeczach też była taka mądra... :P
Zaczęliśmy też "smutaska", czyli kładzenie głowy.
Alex przy tej sztuczce tak kombinuje, że chyba wyklikamy też krzyżowanie łapek :D
A z negatywów... ciągle mamy problem z agresją do samców - ilekroć jakiś pies pojawi się na horyzoncie (najlepiej bezdomny), to na grzbiecie od razu "jeż" i warczenie pod nosem.
Ostatnio aż musiałam nim potrząsnąć (dosłownie), żeby wrócił do rzeczywistości.
Przy krzaczku też potrafi burknąć pod nosem.
W tej sytuacji czekam tylko na wiosnę - mam nadzieję, że wtedy uda się go w końcu pozbawić jajek i tych cyrków będzie mniej.
Teraz, w prawie już zimowym okresie, nie ma żadnych psich wydarzeń, gdzie moglibyśmy poćwiczyć przebywanie w pobliżu dużej ilości psów, czego bardzo żałuję, bo musimy czekać aż do wiosny.
No i w końcu kupiliśmy dysk sensoryczny, więc już niedługo zaczynamy ćwiczyć :D
Zna ktoś jakieś filmiki odnośnie ćwiczeń na dysku? Chętnie zobaczę ;)
Tymczasem zapraszamy na kolejną notkę za tydzień ;)
Pozdrawiamy - A&A!