piątek, 19 lutego 2016

Test - szelki Hurtta Y!

Długo zwlekałam z tym postem, ale w końcu jest!


 Coś o firmie...

Ten, kto dłużej siedzi w światku psich akcesoriów z pewnością zna już tą firmę.
Hurtta, bo o niej mowa, produkuje psie akcesoria - od obroży, przez szelki, smycze, ubrania dla psów (szczególnie bardzo popularne kamizelki chłodzące) po buty czy (ostatnio nowość!) pasy do dogtrekkingu.
Pomimo, że produkty projektowane są w Finlandii, a szyte w Chinach to jakości bardzo często nie można nic narzucić.
Psiarze na całym świecie chwalą sobie ich produkty, co widać chociażby na fanpage'u, a firma odwdzięcza się za to często urządzając konkursy (chociaż z Polski rzadko kiedy ktoś wygrywa :P).


Jak trafiłam na szelki Hurtty?

Moje pierwsze spotkanie z tą marką miało miejsce, kiedy kilka lat temu (matko, to już będzie kilka lat!) w sklepach TK Maxx hurtem pojawiły się czerwone szelki (i gdzieniegdzie obroże).
Oczywiście wcześniej już nie raz widywałam ich produkty, ale kiedy fejsbuka i psie fora (no, przynajmniej jedno :P) zarzuciły zdjęcia psów ubranych w tak światowej marki "odzież", dopiero wtedy zaczęłam się nimi bliżej interesować.
Jednak kiedy zaczął się sklepowy szał, u mnie... sklep dopiero urządzano!
Wielce zmartwiona, że taka okazja przechodzi mi koło nosa (dla łowcy okazji to prawdziwy ból!) siedziałam i przeglądałam psie bazarki z nadzieją, że szelki komuś się jednak znudzą i zechce odsprzedać.
No i w końcu się doczekałam!
Pierwsze były szelki norweskie - nigdy wcześniej nie mieliśmy styczności z tym modelem, ale po zakupie i kilkumiesięcznym użytkowaniu, kiedy pies podrósł i zrobiły się za ciasne stwierdziłam, że chcę czegoś innego.
I tak padło na drugą wersję.

 Wygląd

Na początku ten model szelek w ogóle mi się nie podobał, za bardzo przypominał mi popularne szelki, tzw. step in'y.
Po przestawieniu z szelek norweskich najbardziej brakowało mi rączki za którą mogłam przytrzymać psa (a jest to bardzo pomocne, kiedy trzeba kogoś/coś ominąć).
Jak wiadomo, kobieta zmienną jest i chociaż wygląd to może najmniej ważna cecha przy wyborze szelek, to jednak te szelki są tak proste, że aż ładne :P
Dodatkowo wszyte w taśmę dwie odblaskowe nitki zapewniają bezpieczeństwo po zmroku (i nie tylko, w słoneczne dni też nieźle dają po oczach :P).
Jako podszycie, Hurtta w swoich produktach używa wyłącznie neoprenu, który dość szybko schnie i nie odbarwia sierści, jednak w kolorowej wersji przy intensywnym użytkowaniu może szybko blaknąć.
Jak w większość miękkich podszyć tak i w to wbija się sierść, jednak wystarczy kilka ruchów palcem, aby się jej pozbyć.
Czarne okucia dodają szelkom uroku, niestety tak długo pozostają czarne... jak długo ich nie używamy :P
Niestety, farba dosyć szybko się ściera.
Klamra jest mała, gruba, ale zarazem zgrabna i bardzo wytrzymała - jeszcze ani razu nie zdarzyło się, żeby sama się odpięła (a mieliśmy już 3 pary szelek tej firmy!).
Dodatkowo logo Hurtty urozmaica sam wygląd klamry.
W zależności od intensywności użytkowania zapięcie może się rysować i u nas widać już kilka zadrapań, ale prawdą jest też to, że u nas są to jedyne szelki (do wszystkiego) i przestałam nadmiernie na nie uważać :P


Jakość wykonania i bezpieczeństwo

Ja do tego punktu nie mam zastrzeżeń.
Po długim czasie użytkowania z szelkami nic się nie dzieje - tym bardziej, że były odkupione od prywatnej osoby.
Wszystkie szwy są mocne, nitki nie wychodzą, nic się nie pruje ani nie odstaje, chociaż wiem, że było kilka przypadków, gdzie takie rzeczy miały miejsce.
Mignęło mi też gdzieś zdjęcie (nie potrafię go aktualnie znaleźć), gdzie kółko do przypięcia smyczy oderwało się całkiem z kawałkiem taśmy, ale jak dotąd to chyba tylko jeden taki przypadek.

Producent zadbał także o bezpieczeństwo naszych psów - wszystkie szelki i obroże mają od wewnętrznej strony przyszytą gumową plakietkę na której możemy wpisać swój numer telefonu.
Jak wiadomo, bezpieczeństwa nigdy za dużo i pomimo, że mój pies na  spacery obowiązkowo musi mieć obrożę z adresówką, to szelki z takim dodatkowym ukrytym kawałkiem gumy sprawiają, że w razie zgubienia obroży pies nadal ma zapisany kontakt do mnie.
Poza tym szelki nie zdejmą się tak łatwo jak obroża (chociaż to też zależy od typu szelek i możliwości psa ;)).


Rozmiar

Z rozmiarem i dopasowaniem szelek są problemy, między innymi dlatego, że chyba żaden sklep w Polsce nie sprzedaje stacjonarnie tych szelek, więc możliwość podejścia i przymierzenia jest praktycznie zerowa.
Dobranie rozmiaru w internecie też graniczy z cudem - rozmiarówka stworzona przez Hurttę i przeliczona na nasze centymetry podaje błędne wymiary.

Na przykład w naszych szelkach norweskich rozmiar 70 pasek piersiowy miał długość równych 40cm, podczas kiedy według tabeli ma on około 35cm.
I nie sądzę, że komuś będzie chciało się bawić w odsyłanie lub zwroty pieniędzy.
Dlatego przed zakupem najlepiej zapytać osoby, które miały już do czynienia z rozmiarem, który chcemy kupić.

Rozmiar szelek obwód klatki piersiowej obwód szyi psa długość paska przedniego
35  35-45cm  37cm około 25cm
45  40-45cm 40cm  około 27cm
55  45-55cm  42cm około 29cm
60 50-60cm  45cm około 30cm
70  60-70cm  55cm około 35cm
80  65-80cm 60cm około 37cm
90 75-90cm  70cm około 40cm
100  80-100cm 75cm  około 45cm
110  90-110cm 85cm około 52cm
120  95-120cm 90cm  około 58cm

Ja w przypadku dobrania szelek typu Y też musiałam się sporo naszukać i popytać, aby w końcu kupić te właściwe :P

Dla tych, którzy przymierzają się do zakupu tego konkretnego modelu i rozmiaru (70) podaję wymiary : 
przednia obręcz - 2x30cm
dolny pasek - 22cm
Obwody klatki piersiowej ogólnie się zgadzają z rozmiarem.

Przy dobrze dobranym rozmiarze szelki nie powinny się przekręcać (lub robić to minimalnie).


Wygoda użytkowania

Zanim kupiłam ten konkretnie modelu z Hurtty jeszcze się wahałam.
Na rynek wchodziły wtedy (dziś już bardzo popularne) szelki Ruffwear Front Rage, a ja wzdychałam do podobnych, jednak znowu ze stajni Hurtty - Active.
Były równie zabudowane jak Ruffweary i sądziłam, że świetnie nadadzą się do ciągnięcia (dogtrekkingi), jednak po rozmowie z kilkoma posiadaczami tego modelu ostatecznie zrezygnowałam ze względu na dość szybko brudzący się i nasiąkający wodą materiał.
Obie pary były w podobnym rozstawie cenowym i byłam już skłonna ku Front Rage, ale po zobaczeniu i wymacaniu tych szelek na żywo w końcu zrezygnowałam.

Uważam, że w zabudowanych szelkach byłoby psu o wiele wygodniej, jednak zdecydowałam się na to co widać i jak na razie nie żałuję.
Szelek używamy już sporo czasu, były z nami na wszystkich większych i mniejszych wypadach - do miasta, do lasu, do biegania przy mnie, luzem i na dogtrekkingach.
Nie zauważyłam, aby szelki gdziekolwiek obcierały ani przeszkadzały w jakikolwiek sposób psu.
Chętnie na nich ciągnie, a podszycie z przodu i na dole zapobiega wbijaniu się sztywnych pasów w ciało.
miękkie, ale na tyle sztywne, aby udało się je włożyć na psa jedną ręką (oczywiście jeśli nie ma tak długich uszu jak spaniel :P).
Miejsce zszycia na górze (przy kółku od smyczy) jest na tyle niewielkie i wygodne, aby jedną ręką podnieść/podsadzić psa w razie wypadku.
Chyba mogę nawet powiedzieć, że jakoś zastępuje rączkę, której tak mi brakuje w tych szelkach.
Nie brudzą się (albo to mój pies nie potrafi ich zabrudzić :P) - w bardzo błotne dni cierpi jedynie dolny pasek, który po przyjściu o domu wystarczy wytrzepać nad wanną - do tej pory nie prałam ich jeszcze ani razu.



Gdzie dostać?

Ogólnie z dostępnością tych akcesoriów w Polsce jest gorzej niż źle i z tego co wiem to na chwilę obecną oferuje je tylko jeden (!) sklep internetowy, chociaż widziałam już kilka reklam mniejszych sklepów, które także planują mieć je w swojej ofercie.
Szczerze mówiąc nie kupowałam tam jeszcze nic, bo zawsze staram się kupować takie rzeczy taniej, z drugiej ręki, ale według opinii krążących po internecie to jeśli dana rzecz ma status "na zamówienie", to możesz czekać nawet kilka miesięcy ;)

Ich cena waha się w okolicach ponad 100zł w zależności od modelu, rozmiaru (czy promocji).

Czy są warte tej ceny?
Moim zdaniem mogłaby być nieco niższa, jednak ze względu na to, że bardzo trudno dostać je normalnie w naszym kraju, a mają całkiem dobrą jakością wykonania to myślę, że pokusiłabym się na nie nawet za taką kwotę.

Cóż... pozostaje więc chyba tylko czaić się na okazje ;)

Na koniec kilka zdjęć, bo skoro już zabrałam aparat na spacer...

Tutaj dobrze widać, jak mocne są odblaski
(zdjęcie robione w słoneczny dzień, bez żadnych filtrów).




Pozdrawiamy - A&A!

piątek, 22 stycznia 2016

Szybkie ciasteczka rybne dla psa.

Od ostatniego posta minęły już dwa tygodnie, więc w końcu zmusiłam się, żeby coś napisać :P
Ten rok w większości postanowiłam przeznaczyć dla siebie (stąd przerwy w pisaniu), ale absolutnie nie oznacza to, że pies zejdzie na dalszy plan.
Aktualnie czekamy na ferie, które mamy dopiero w trzecim terminie (od 13 lutego), a czas do nich się dłuuuży okropnie, a jeszcze bardziej ze świadomością, że niektórzy już mogą spać do południa :P
Poza tym ostatnio brak pomysłów na posty... dlatego dzisiaj znowu odgrzewane kotlety, czyli przepis na psie smaczki, tym razem w wersji rybnej ;)
A za tydzień postaram się chyba o jakąś recenzję...


Składniki :

  • ryba - u nas była to puszka tuńczyka w oleju (tłuszcz wylewamy, zależy nam na samej rybie ;)), ale każda inna też się nada, trzeba tylko uważać i dokładnie pozbyć się ości, jeśli nie użyjemy takiej z puszki. 
  • jajko
  • dwie łyżki śmietany/jogurtu naturalnego
  • dwie szklanki mąki (lub więcej, jeśli ciasto wyjdzie zbyt rzadkie)

Mokre składniki wkładamy do miski i wyrabiamy ciasto - na początku powinno mieć konsystencję ciasta na chleb (lepkie i miękkie), a po dodaniu mąki i wyrobieniu - gładkie i elastyczne.
Rozwałkowujemy dość cienko i wycinamy dowolne kształty lub po prostu kroimy nożem.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190* na około 15 minut i pilnujemy, bo lubią się przypalać :P

Ciastka najlepiej po upieczeniu zostawić jeszcze chwilę w piekarniku do wysuszenia, bo schowane do szczelnego pojemnika mogą szybko spleśnieć.


Jutro sobota, może upieczecie? ;)

Pozdrawiamy - A&A!

sobota, 9 stycznia 2016

TOP7 psich blogów, które najchętniej czytam.

Pierwszy post w nowym roku - znowu będzie krótko i na temat :P

Widziałam już podobne wpisy z "TOPileśtam ulubionych psich team'ów" i to natchnęło mnie to zrobienia listy najchętniej czytanych przeze mnie psich blogów.
Ich lista jest ogólnie długa (możecie zobaczyć na samym dole strony), jednak do swojego zestawienia wybrałam takie, które często mają (jak dla mnie) wartościowsze wpisy.
Dzisiaj moje TOP7 psich blogów (kolejność przypadkowa) ;)

Magda & Misza - uwielbiam poczucie humoru Magdy i często mam podobne spojrzenie na sprawy, które opisuje.
Nie jest to typowy psi blog :P
 
Ewelina, Raven & Zuzanka
- bardzo często mądre i wartościowe notki.
Ewelina pisze w jasny i zrozumiały sposób z dozą (mojego ulubionego) specyficznego humoru.
Jej posty (i ona sama) nie raz już mi pomogły ;)

Ada, Sonia & Kermit - kto nie zna tego teamu? Pomimo, że znamy się z Adą osobiście i nie raz wyjeżdżałyśmy gdzieś razem, to lubię czytać, co u niej słychać i jak idą postępy w pracy z psami ;)

Zosia, Kuba, Bonzo & Milla - pomimo, że w stolicy nie mieszkam, to bardzo lubię ten blog.
Zosia z ekipą aktywnie udzielają się w psich sprawach Warszawy, szukają ciekawych miejsc do spacerów, a ich sklep niezmiernie kusi kolorowymi akcesoriami dla psów <3

Agnieszka, G'Iro & Suri - tak szczerze, to ten blog po raz pierwszy zachęcił mnie do biegania z psem i... dlatego znalazł się w tym zestawieniu :P
Mądre wpisy, do których czasem wracam.

Małgosia, Baloo & Ruby - z bloga wnętrzarskiego na blog psi - dobry gust, ciekawe recenzje i ogólne wpisy - bardzo lubię tam zaglądać ;)

Kasia & Flicka - o psach, psich sportach, podróżach (również z psem) i nie tylko!

Pozdrawiamy - A&A!

czwartek, 31 grudnia 2015

Czy jestem zadowolona z tego roku?

Po przeczytaniu Waszych podsumowań dostałam motywacyjnego kopa i... tak nam w skrócie minął rok :P
Zapraszam do lektury!

Styczeń

Nie robiliśmy nic szczególnego oprócz spróbowania swoich sił w agility -  Pan Spaniel był mega rozproszony i obsikał tunel, więc po trzech wejściach zrezygnowaliśmy :P

Luty

Zima była łaskawa (tj. bez utrudniającego życie śniegu), więc zaczęliśmy częściej wychodzić na dłuższe spacery.
Podobnie jak styczeń, był to ogólnie miesiąc odpoczynku.

Chwilowych wrażeń jednak nie zabrakło, bo znalazłam Bingo (husky), który kilka godzin późnej wrócił do właściciela :P
Aczkolwiek była to miła odmiana mieć (choć przez chwilę) dużego psa w małym mieszkaniu :P

Marzec

Tu zaczęło się robić ciekawiej, przyszła wiosna, więc chęć poprawy kondycji zwyciężyła nad lenistwem - rozpoczęliśmy ćwiczenia rozciągające i na piłkach :P

Doczekałam się też ZooParku, czyli jednego z większych wydarzeń zoologicznych na lubelszczyźnie (w tym roku także będzie!), na którym kibicowałam Adzie i Soni na ich pierwszych zawodach agility.

Kwiecień

Ćwiczeń na mięśnie ciąg dalszy, oraz zaliczony pierwszy samodzielny wiewiór na piłce gimnastycznej - byłam wtedy taka dumna <3

W kwietniu były też święta w gronie rodzinnym, przez co popsuła nam się relacja - dużo ludzi, stres, moja chwilowa nieuwaga i piękna blizna do końca życia na prawej ręce.

Maj

Dopiero w tym miesiącu zaczęliśmy się rozkręcać i tym samym do łask powróciły buty do biegania.
Masa treningów przygotowująca do naszego pierwszego dogtrekkingu, choć tydzień przed nie było tak wesoło - Alex okulał na przednią łapę po walce z wiejskim burkiem (niedomknięta furtka) - znowu stres i czekanie, jednak tabletki pomogły i już ze zdrową łapą uplasowaliśmy się na 5 miejscu.

Sezon grillowy w pełni :P

Czerwiec

Dla nas rozpoczął się plagą kleszczy, całe szczęście bez przykrych konsekwencji.
Jak to mówią "złego diabli nie biorą" i coś w tym chyba jest :D

Poza tym znowu się ruszaliśmy i udało mi się zmieścić 10km w godzinie, tym samym pobić swój własny rekord (sprzed miesiąca) :P

W czerwcu kupiłam też "Czarną księgę karmy dla zwierząt" i zaczęłam się bardziej uświadamiać odnośnie żywienia swojego psa (i siebie).

Był to też czas myślenia nad sprzętem biegowym (ekhem, którego nie mam do teraz :D) oraz łapania chrabąszczy :D

Lipiec

Czas wielkich upałów i tym samym błogiego lenistwa, oraz wizyta u (psiego) fryzjera.

Sierpień

Trzy lata razem, czyli mój pies się starzeje :P

Zaliczona socjalka, czyli pierwszy psi fotospacer w Lublinie (ale nie pierwsza sesja fotograficzna).

Pan Spaniel został pierwszy raz na tydzień sam (! beze mnie!) u babci.

No i koniec wakacji = znowu mniej czasu dla psa.

Wrzesień

Razem z Adą zaczęłyśmy wyjazdem na DCDC (tym razem z psami!) - dłuuuga jazda pociągiem i (prawie) super zachowanie Alexa na miejscu wśród tylu innych psów.

We wrześniu też porzuciliśmy starego "Diabła na czterech łapach" i przenieśliśmy się na nie mniej groźną "Złą kobietę i psa" - przyjęliście nas równie miło, za co dziękujemy <3

Było też trochę samokontroli i opanowania przy misce.

Październik

Nasz drugi w tym roku dogtrekking - poszedł gorzej niż pierwszy (niemniej i tak wylądowaliśmy w pierwszej 10 :P), ale wyciągnęłam już pewne wnioski, które postaram się wcielić w życie w przyszłym roku.

W końcu nauczyliśmy się trzymania przedmiotów w pysku <3 

Listopad

Niby miesiąc temu, a kompletnie nie pamiętam, co się działo :D
Chyba znowu trochę wyluzowaliśmy.

 Grudzień

Najlepszy czas na zakupy, nabyliśmy m.in. dysk sensoryczny (na którym staramy się ćwiczyć) i uwielbianą przez psa planetkę (nadal mam jedną do sprzedania!) :P

Wzięliśmy też pierwszy raz udział w Projekcie Prezent. Z powodzeniem!

Święta i przerwa od szkoły - ten miesiąc minął mi bardzo szybko.

Dodatkowo wybudowali nam w końcu wybieg (tak, u nas, też nie mogłam uwierzyć :D), więc chodzimy, aby młody wylatał się bez smyczy.
Możliwe, że będzie o tym post :P

_______________________________________________________________________________________

Ten rok nie był zły.
Ba, śmiem powiedzieć, że był to jeden z lepszych pod względem wydarzeń jak i zmian.
Mam wielką nadzieję, że następny rok i kolejne będą jeszcze lepsze.



Jakieś postanowienia?

Pod względem psa nie mam ich chyba aż tak wiele - na pewno zaliczyć kilka dogtrekkingów (nie tylko nasze lubelskie), pojechać na więcej psich wydarzeń (myślę o Dog Games oraz kilku teoretycznych seminariach).
Chcę także z dnia na dzień poprawiać naszą więź, a to jest ciężkie i już nie raz się o tym przekonałam.
W tym roku obowiązkowo też kastracja Pana Spaniela.
No i przydałoby się pouzupełniać blogowe zakładki...

Na koniec dziękuję Wam wszystkim za to, że wchodzicie, czytacie i motywujecie!
Od września nazbierało się 21 obserwatorów i ponad 2,500 wyświetleń.
A fanpejdż istnieje od niecałego miesiąca i już lubi nas prawie 50 osób!
Mam nadzieję, że za rok będzie Was tu jeszcze więcej!


Tymczasem życzymy jeszcze lepszego, obfitującego w sukcesy (oraz pracę, bo bez niej nie ma tego pierwszego) i realizację założonych planów, nowego 2016 roku! - A&A

piątek, 18 grudnia 2015

DIY - Jak zapakować prezent dla psiarza?

Do wigilii został mniej niż tydzień! Postów z prezentami dla psiarzy widziałam w tym roku już conajmniej kilka, ale jeśli kupimy już taki prezent, to jak oryginalnie go zapakować, żeby nikt się nie pomylił?

Dzisiaj kolejny post z serii DIY, czyli jak zrobić ozdobny papier do prezentów z psim motywem?
Potrzebne nam będzie tylko 5 rzeczy, które z pewnością każdy znajdzie w domu!
Zaczynajmy!


Potrzebujemy : 

  • ziemniak
  • jednokolorowy/szary papier do pakowania prezentów (najtańszy kupicie w księgarni za ok. złotówkę)
  • szablon (sylwetka psa dowolnej rasy wycięta z papieru)
  • nożyk
  • farby (najlepiej plakatowe)
  • ewentualnie wstążka do ozdobienia

krok 1 - Na samym początku musimy przygotować szablon, czyli wzór, jaki będziemy odbijali na papierze. W tym celu musimy wydrukować/narysować sylwetkę psa i ją wyciąć (ja dla ułatwienia właśnie tak zrobiłam).


krok 2 - Ziemniaka kroimy na pół i osuszamy chusteczką, żeby pozbyć się nadmiaru skrobi i wody. Teraz przykładamy nasz wzór do połówki ziemniaka i wycinamy go nożykiem. Nie nacinajmy za głęboko, 0,5cm spokojnie wystarczy.


krok 3 - Odcinamy resztę niepotrzebnych elementów, czyli wszystko co znajduje się dookoła naszego wzoru, aż zostanie nam wypukła sylwetka psa.

krok 4 (i ostatni) - Maczamy/malujemy nasz wzór w niewielkiej ilości farby (tak, żeby cała sylwetka zwierzaka była zakryta kolorem) i... odciskamy na papierze.
Możemy odciskać w rzędach lub losowo.
Świetny efekt daje pomieszanie kolorów - np. połowa na zielono i połowa na żółto.


Na koniec czekamy, aż farba wyschnie i już możemy zapakować nasz prezent.


Prawda, że proste i oryginalne?
Tak samo możecie zapakować prezenty dla swoich czworonożnych przyjaciół i położyć pod choinką, wtedy macie pewność, że nikt ich nie pomyli ;)

Powyżej prezentuje się właśnie pudło dla Kolesia z Projektu Prezent, które lada dzień zostanie wysłane.
Nie zebraliśmy wszystkiego, ale i tak jesteśmy bardzo wdzięczni - wszystkie dary w najbliższych dniach (najpierw muszę przesłać to zdjęcie! :P) możecie zobaczyć na naszym fanpejdżu ;)

Pozdrawiamy i życzymy udanych świąt - A&A!

piątek, 11 grudnia 2015

Mini (przed)zimowe zakupy!

Na początek wspomnę, że w końcu zdecydowałam się na założenie fanpejdża, zapraszamy do polubienia! ;)

Kolejny zakupowy post, zobaczcie, co uzbierało nam się od jesieni.
Nie ma w sumie tego aż tak dużo (serio, myślałam, że będzie tego więcej :P), właściwie same najpotrzebniejsze rzeczy... :D


karma Vitalin (1) - po odkrywczej informacji na blogu Amelii, że firma wyprzedaje karmy z -70% rabatem od razu poleciałam na ich stronę i całe szczęście załapałam się jeszcze na promocję.
Większe opakowania już nie były dostępne (może i dobrze), więc wzięłam dwa opakowania 2kg na próbę, bo Pan Spaniel ostatnimi czasy zrobił się baardzo wybredny.
Skład ma całkiem dobry i obyło się bez rewolucji po zmianie (nie mieszałam ze starą), a karma znika w zastraszającym tempie (jak na mojego psa), więc jestem dobrej myśli.

dysk sensoryczny (2) - miałam go w ogóle nie kupować, gdzieś ktoś napisał, że mało jest faktycznych ćwiczeń z wykorzystaniem tylko jednego dysku (i ja się z tym zgadzam), ale jak zobaczyłam cenę, jakość wykonania i dołączoną gratis mini-pompkę to stwierdziłam, że wymyślę jakieś ćwiczenia i z jednym dyskiem :D

planetka (3) - obiecałam sobie, że kupię taką piłkę mojemu psu i jak na razie powiem tylko, że jest szał!
Już zyskała miano najulubieńszej :P
PS. Mam do sprzedania nówkę sztukę, nieśmiganą, jeszcze z metką, rozmiar S, tylko biało-pomarańczową (świeci w ciemności po naświetleniu!).
Jeśli ktoś jest zainteresowany, to proszę o kontakt przez maila lub fanpejdża (link na samym początku posta)!

obroże od DogStyle (4) - efekt zakupów 1 grudnia :P
Po przerobieniu starej obroży mój pies praktycznie nie miał w czym chodzić (nie obrażę się jeśli nie uwierzycie, ale... tak właśnie było :D), więc musiałam coś kupić i postawiłam na klasyki, czyli dwie proste obroże.
Czekam jeszcze aż dojdzie jedna tasiemka z Kudłatego Arta (żebym mogła zamówić jeszcze jedną obrożę, oczywiście :D), no i marzy mi się Warsaw Dog... ale wszystko w swoim czasie :D

Tak w sumie to ten post wyszedł za krótki!
To znak, że powinnam chyba więcej wydawać na psa! :D

A już za tydzień kolejne, ciekawe DIY!

Pozdrawiamy - A&A!

piątek, 4 grudnia 2015

DIY - Jak odnowić starą obrożę?

Dzisiaj krótkie DIY, ale na początek przypominam o Projekcie Prezent - nadal zbieramy dary dla Kolesia!
_____________________________________________________________________________________

Zapewne wielu z was ma w swojej psiej szafie zwykłą, parcianą obrożę na klips.
Taśma się starła/zniszczyła?
A może najzwyczajniej w świecie obroża się wam znudziła?

Dzisiaj pokażę, jak przy użyciu kawałka materiału i maszyny do szycia z łatwością odnowicie starą obrożę ;)


Potrzebujemy : 

  • obrożę, którą chcemy przerobić 
  • jeśli brakuje jej jakichś elementów - klips się połamał, czy kółko od smyczy zardzewiało to będziemy ich potrzebować, żeby wymienić - ten punkt można pominąć, jeśli obroża jest cała ;)
  • materiał - najlepiej dwa razy szerszy niż obroża i jeszcze centymetr po każdej stronie na zapas
  • maszyna do szycia (ręcznie będzie naprawdę ciężko)
  • ewentualnie podszycie - polar, polarek minky, ekoskórka czy siateczka

Ja do przeróbki użyłam starą, miętową obrożę na klips, okropnie powycieraną i trochę zardzewiałą (przy metalowych elementach) kupioną z drugiej ręki, więc swoje przeszła ;)
Zamówiłam nowe (niedługo znowu zakupowy post! :D), a tej postanowiłam podarować drugie życie.

Przed rozpoczęciem polecam dokładne przyjrzenie się obroży, żeby zapamiętać, w których miejscach, co i jak miała przyszyte.
Ostatni etap właśnie na tym polega ;)


krok 1 - Rozcinamy wszystkie szwy (przy mojej obroży to było wyzwanie, co tylko dobrze o niej świadczy!), wyjmujemy elementy (klips, regulator i kółko) i przygotowujemy materiał.
Tkaninę najlepiej dokładnie dociąć na tym etapie, żeby później nie wydłużać sobie pracy poprawkami.


krok 2 - Docięty materiał owijamy dookoła obroży (od ok. 1/3 szerokości) i resztę zawijamy do środka - materiał nie może nam "uciekać" z obroży przy szyciu.
Mam nadzieję, że wiecie, o co chodzi i widać to na zdjęciu :P
Spinamy klipsami, aby wszystko się równo trzymało.


krok 3 - Szyjemy. Najpierw od zawiniętej strony (nie tam, gdzie zawijaliśmy zapas materiału), aby w razie czego można było ewentualnie odciąć/ścisnąć bardziej materiał.
Na tym etapie przyszywamy też podszycie, jeśli planujemy je dodać, tylko pamiętajmy, aby przyłożyć je przed zszyciem całości, aby uniknąć podwójnych szwów.
Dla ułatwienia podszycie też zepnijmy sobie klipsami, jak we wcześniejszym kroku.


krok 4
- Gdy mamy już zszytą po obu bokach taśmę, czas zabrać się za nawlekanie dodatków, czyli klipsa (to najpierw), regulatora i kółeczka od smyczy.
I właśnie na tym etapie sprawdzamy, ile zapamiętaliśmy sprzed rozebrania obroży na czynniki pierwsze, ponieważ wszystko musi z powrotem trafić mniej więcej na to samo miejsce i w tej samej kolejności ;)
Po włożeniu wszystkiego jak należy zszywamy w trzech miejscach - pod regulatorem (upewnijcie się, że zszywacie ze sobą dobre części, ja musiałam dwa razy rozpruwać szew :P), przed kółeczkiem do smyczy i za nim.
Dobrze widać to na poniższym zdjęciu.


I w zasadzie to tyle, możemy cieszyć oczy nową-starą obrożą ;)
Jeżeli mamy tylko trochę czasu, zdolności i maszynę do szycia, możemy w krótkim czasie (mi zajęło to 2-3 godziny z przerwami na obiad i wymienianiem igieł w maszynie - tak, też nie jestem idealna :P) przerobić zużytą obrożę na coś nowego, a jeśli nie do końca wam wyjdzie, to nie będziecie aż tak żałować.

Koszt? Trochę czasu i 0zł ;)

Zrobicie? ;)

Pozdrawiamy - A&A!

czwartek, 26 listopada 2015

Ty też możesz być Świętym Mikołajem, czyli Projekt Prezent '15!

Nie lubię, bardzo nie lubię pisać o tym samym co wszyscy.
Jednak co zrobić, kiedy cel jest szczytny i serce samo rwie się żeby pomóc, a jeden, wyznaczony termin zbliża się nieubłaganie?
Zrobić wyjątek.



I dzisiaj, tak jak większość blogerów pragnę przedstawić wam "mojego" psa, który także czeka na swoich mikołajów ;)

Ja wiem, w Projekcie Prezent bierze udział tyle potrzebujących psów ogłaszanych na różnych blogach, że czytelnik nic, tylko powinien siedzieć i wysyłać to co potrzebne, a najlepiej to w ogóle zrezygnować z przyjemności i mieć worek pieniędzy, za który potem wspomoże wszystkie potrzebujące psy :P
Rozumiem, że nie każdy może pomóc, chociażby finansowo, żeby kupić karmę, ale z pewnością macie w domu zabawki, którymi wasz pies się już nie bawi, albo obrożę czy smycz z której wyrósł.
Warto dołożyć swoją małą cegiełkę, bo z nich zbuduje się duży dom ;)
Nie zapominajmy o tym!

To już druga taka akcja, więc na początek przypomnę regulamin :  
  •  Wybieramy bezdomnego psiaka przebywającego pod opieką Fundacji/hoteliku/domu tymczasowego.
    Pies nie może być pod opieką schroniska - chcemy mieć pewność,że paczka dotrze bezpośrednio do psiaka.
     
  • Bloger wybiera futro, które najbardziej oddaje tematykę jego bloga.
  • Zbiórka jest dobrowolna. Bloger nie czerpie z tego tytułu ŻADNYCH korzyści materialnych.
  • Termin zbiórki darów: do 14.12.2015.
  • Zbieramy (nowe bądź w bardzo dobrym stanie):
    Karmy
    Miski
    Zabawki
    Legowiska
    Preparaty odrobaczające
    Obroże/szelki
    Przysmaki
    Smycze 
  • Podarunki od czytelników przesyłane są pocztą/kurierem/paczkomatem na adres blogera (zapytaj o adres w mailu!) na koszt nadawcy (czytelnika).
    Na terenie swojego miasta bloger może prezenty odebrać osobiście.
  • Opiekun (dt/hotelik) obdarowanego psa przesyła zdjęcie paczki i czworonoga na adres mailowy blogera.

Każdy bloger może przystąpić do akcji.

Wybierając tego jedynego psa, któremu chcę pomóc, kierowałam się... no dobra, od samego początku wiedziałam, że pomogę spanielowi, a kiedy ostatnio mignęło mi na Facebook'u wydarzenie o rudym, zaniedbanym psie znalezionym na ruchliwej drodze to wiedziałam, że będę zbierać właśnie dla niego.

Historia Kolesia, bo tak spaniel ma na imię, zaczęła się 10 listopada, kiedy obcy ludzie wracając z poznańskiej wystawy zobaczyli na drodze jasną sylwetkę psa.
Na początku pies nie dał do siebie podejść i dopiero po zagonieniu go na podwórze pobliskiego gospodarstwa udało się go złapać.


Po wsadzeniu psa do samochodu zaczął unosić się nieznośny smród wydobywający się z uszu.
Po wizycie u weterynarza w uszach stwierdzono odmieńca pospolitego (Proteus vulgaris) i nieliczne drożdżaki.
Całe szczęście istnieje jakaś szansa na wyleczenie.



Dodatkowo pies ma siekacze zdarte aż do dziąseł, a mięśnie słabe, co może potwierdzać, że siedział gdzieś zamknięty, najprawdopodobniej w klatce (były problemy z włożeniem do niej psiaka w samochodzie, co może to potwierdzać).
Koleś prawdopodobnie ma 5-6 lat i oprócz zaniedbanych uszu nie ma większych problemów.
Boi się ciasnych klatek i jeszcze nie do końca ufa ludziom, ale lubi głaskanie i jest towarzyski.
Aktualnie przebywa w hoteliku koło Wieliczki i szuka DT, a najlepiej swojego własnego (doświadczonego!) domu.


Koleś przede wszystkim potrzebuje :

  • najlepiej dwóch misek dla długouchych psów (coś takiego)
  • obroży (max.40cm) i smyczy
  • preparatów (najlepiej firmy Vitasol) - olej z łososia, drożdże piwne lub spirulina
  • każdej ilości karmy Brit Care Adult Medium Breed Lamb&Rice (taka) + ew. smakołyki
  • legowiska
  • szczotkę pudlówkę i grzebień
  • jeśli ktoś posiada jakieś zabawki, to też chętnie zostaną przyjęte - nie wiadomo jeszcze, czy pies lubi/umie się bawić

Mam nadzieję, że dołączycie się do naszej zbiórki i spaniel dostanie przynajmniej część potrzebnych mu rzeczy.
Niedługo także Dzień Darmowej Dostawy, co można wykorzystać przy pomocy psiakom - dary zakupione 1 grudnia w wybranych sklepach za darmo dojadą do blogerów, którzy potem przekażą je dalej.
Oczywiście wszystko zostanie udokumentowane i przedstawione czytelnikom ;)

Jeśli ktoś chce pomóc biednemu Kolesiowi, proszę o maila - zakładka kontakt (link dla leniwych, którzy nie chcą przewijać strony do góry :P).
Na terenie Lublina (ew. Świdnika czy Lubartowa - tam, gdzie dam radę podjechać szynobusem) możliwe osobiste przekazanie darów.

Pozdrawiamy - A&A!

czwartek, 19 listopada 2015

Test - zielona fasolka od Zee.Dog!



Sporo osób o nią pytało i w końcu zmusiłam się coś napisać :P

Jak pewnie wiecie (albo i nie) fasolkę kupiłam już jakiś czas temu, w Warszawie na DCDC, a głównym powodem jej zamówienia był... wygląd! :D
Serio. Zabawka tak mi się spodobała, że musiałam ją mieć!
Zobaczcie, co jeszcze, oprócz wyglądu mi się w niej podoba ;)


Coś o firmie...

Zee.Dog to firma produkująca zabawki i akcesoria (obroże, szelki czy smycze), jeszcze dosyć mało popularna w naszym kraju.
W swoim asortymencie posiada m.in. aż 10 owocowo-warzywnych zabawek, które w Polsce można dostać jedynie na stronie Toys4Dogs.
Istnieje historia, że pomysł na owe zabawki zrodził się po tym, jak pies ich  twórców rozchorował się od niezdrowych przekąsek.
Właściciele postanowili coś z tym zrobić i stworzyli produkty, które mają przypominać o codziennej porcji warzyw/owoców nie tylko dla nas ;)

Do wyboru mamy pięć owoców - banan, gruszka, jabłko, kiwi i pomarańcza, oraz pięć warzyw - marchewka, bakłażan, kalafior, papryka i zielona fasolka.Każdy produkt ma przypisany stopień trudności, wskaźnik twardości i nieprzewidywanego odbijania - dzięki temu każdy znajdzie (przynajmniej powinien) zabawkę przystosowaną do swojego psa.


I coś o zabawce...

Jak wspomniałam wyżej, nawet nie zastanawiałam się nad kupnem tej zabawki.
No dobra - myślałam nad bananem i fasolką, ale gdy znalazłam recenzję Wymarzonego psa wiedziałam, że muszę napisać o czymś innym niż banan :P

Chciałam coś podłużnego, innego niż piłki, które już mamy, a jednocześnie różniącego się wyglądem od innych zabawek.
No i padło na fasolkę - totalnie zachwyciła mnie swoim wyglądem i przepadłam :P

Nie jest duża - 15cm długości idealnie mieści się do psiego pyska.

Przed zakupem obawiałam się trochę o materiał, z jakiego wykonana jest zabawka, na zdjęciach  wyglądał jak... plastik.
Myślałam, że to cienkie, plastikowe, ale gładkie tworzywo przypominające sztywną i twardą gumę.
Kiedy wreszcie odebrałam zabawkę, zostałam pozytywnie zaskoczona - miękka, gładka i sprężysta  guma okazała się być bardzo przyjemna w dotyku.



Gdy w internecie oglądałam zdjęcia fasolki, myślałam, że zabawka ma trzy otworki, ale bez "ścianek" w środku - tutaj niestety mocno się zawiodłam, kiedy okazało się, że takie ścianki istnieją i muszę przyznać, że jest sukcesem coś z nich wydłubać - to także tłumaczy tak wysoki poziom trudności :D
Szczerze mówiąc nie używamy jej jako zabawki na myślenie - raz, że nie wiem, co tam włożyć, dwa, bo ma naprawdę małe otwory (3,5cm x 3cm) i psi język tam nie wchodzi i trzy, bo mój pies nie potrafi wyciągnąć tego, co tam wsadzę i w końcu sama muszę to wydłubać :D
Raz włożyłam tam kostki białego sera - psu udało się wyciągnąć tylko dwie, chociaż, i to muszę przyznać - zabawka zmusiła go do myślenia, musiał się sporo nagłowić jak wyciągnąć ser, aż w końcu pomógł sobie łapą :P



Zabawka według tabelki za "nieprzewidywane odbijanie" dostała dwa punkty w skali pięciu - na twardej powierzchni (podłoga, chodnik) bardzo dobrze się odbija, a nieregularny kształt sprawia, że lata na wszystkie strony, co jeszcze bardziej interesuje (przynajmniej mojego) psa.
Na trawie jednak jest już ciężko sensownie ją odbić.

Zabawkę testowaliśmy głównie podczas wycieczek do lasu, gdzie na ziemi leżał już dywan z suchych liści, spośród których była doskonale widoczna dzięki swojemu nasyconemu, zielonemu kolorowi, ale na zielonym podłożu może być ciężko ją odnaleźć.

Na kąpiele w "naszym" zalewie o tej porze roku jest już za zimno (i za brudno), więc fasolka przeszła domowy test pływacki w misce z wodą - nie wiem, czy widać to na zdjęciu - nie jest całkiem zanurzona, unosi się pod powierzchnią, więc można ją zabrać na przykład na wakacyjny wypad nad jezioro.
Podejrzewam, że inne zabawki z tej serii również pływają ;)


 A jak z brudzeniem?

Ze względu na gładką powierzchnię zabawka nie brudzi się nadmiernie.
Żeby jakoś mocno ślizgała się od psiej śliny w ręce też nie zauważyłam - w porównaniu do zabawek o chropowatej czy materiałowej powierzchni.
Brud schodzi łatwo... jeśli tylko odpowiednio szybko umyjemy zabawkę.
Po ostatniej wycieczce do lasu, dosyć już brudną fasolkę wrzuciłam od razu do psiej szuflady.
Wczoraj, wyciągając ją do zdjęć musiałam porządnie umyć wodą, bo brud sam z siebie odpaść nie chciał, trzymał się mocno gładkiej powierzchni zabawki i szczoteczka musiała wkroczyć do akcji.
Oczywiście logo Zee.Dog'a brudzi się najbardziej i najtrudniej jest je dokładnie wyczyścić.


Jak dotąd, przeważają plusy, jednak jak dla mnie zabawka ma jeden spory minus - nie można zostawić jej sam na sam z psem.
Pan Spaniel należy do zacnego grona "pobiegnę, zatrzymam się w połowie i będę memłał, memłał i memłał aż coś się stanie", dlatego staram się wybierać mocniejsze zabawki, które po spotkaniu z psimi zębami nie ulegną po dwóch minutach.
Niestety tutaj się rozczarowałam, bo producent przyznał fasolce trzy na pięć punktów w skali twardości (to więcej niż połowa!), a wystarczy jedno złapanie zębami i guma ustępuje pozostawiając po sobie małe dziurki (szparki? przecięcia? nawet nie wiem, jak to nazwać...) i materiał już się rozszczepia.





Również istotną kwestią jest cena - ta waha się od niecałych 31zł za gruszkę czy kiwi do prawie 40zł za bakłażana, paprykę czy kalafiora (ten jest fajny i świeci w ciemności!)
Ja fasolkę kupiłam za 33,80zł, a wszystkie zabawki dostępne są tutaj.

Podsumowując - jest to interesująca zabawka o ładnym, niecodziennym kształcie, do wspólnej lub pod okiem właściciela zabawy.
Samodzielne wyciągnięcie przysmaków z pewnością zmusi do myślenia, a dosyć małe otwory skutecznie to utrudnią.
Cena jest adekwatna do jakości, choć trzeba uważać przy psach z mocniejszym zgryzem i nie zostawiać ich sam na sam z zabawką.

Już za 11 dni Dzień Darmowej Dostawy, Toys4Dogs bierze w nim udział...
Może też skusicie się na zabawkę z tej serii? :P


Marzyło mi się takie zdjęcie! :D


Pozdrawiamy - A&A!

piątek, 13 listopada 2015

Co je twój pies?

Mój zapał do pisania na nowym blogu na chwilę odpłynął i obawiam się, że nieprędko dobije do brzegu (stąd przerwa na blogu) :P
Obleciałam większość Waszych blogów w poszukiwaniu inspiracji na jakiś ciekawy post no i nic!
Przyrzekłam sobie jednak, że tego bloga nie mogę zaniedbać i posty będą pojawiać się regularnie, a gdyby nie, to proszę się upominać!
I podesłać jakiegoś motywacyjnego kopa w dupę w razie czego :D

Okazało się, że na DIY, które obiecałam, muszę poświęcić trochę więcej czasu niż przewidywałam, dlatego tak odkłada się to w czasie.

Martwi mnie też, że jak nie było tydzień temu wpisu, to zniknął mi jeden obserwator - uprzejmie proszę o nierobienie takich numerów ("jak będą posty, to będę obserwować, jeśli zabraknie chociaż jednego, to nie").
Cieszę się, że jesteście ze mną, komentujecie i motywujecie, ale myślę, że rozumiecie także, że nie zawsze znajdzie się czas, żeby napisać posta (a to zajmuje go naprawdę sporo!), sprawdzić, czy nie ma błędów, wkleić zdjęcia i opublikować - to nie jest zajęcie na 5 minut.

Po wylaniu swoich żalów wracam z wpisem (mam nadzieję) dającym do myślenia.
Na początku zaznaczę, że nie jestem psim dietetykiem, moja wiedza opiera się wyłącznie na moich obserwacjach i przeczytanych artykułach, więc nie musicie się z tym zgadzać - ba, jeżeli znajdziecie gdzieś błąd, poprawcie mnie!

A więc... co je twój pies?
Myślę, że najczęstszą odpowiedzią na tytułowe pytanie będzie sucha karma.
I dzisiaj chcę się skupić na tym dość obszernym temacie.
Już od jakiegoś czasu zaczęłam interesować się tym, co je mój pies, a co za tym idzie uważniej czytać etykiety karm.
Dlatego też kupiłam książkę "Czarna księga karmy dla zwierząt", którą napisał niemiecki doktor Hans-Ulrich Grimm.
Planuję jej recenzję, ale jeżeli już teraz ktoś jest ciekawy, to tutaj można o niej poczytać ;)


Kurczak a mięso z kurczaka

źródło


Te dwa pojęcia są bardzo często mylone - to źle!
Mięso, jak sama nazwa wskazuje, jest mięśniem, kawałem ciężkiej, zwartej tkanki z której najczęściej robimy kotlety.

Tutaj posłużę się najbardziej popularnym zwierzęciem, jakim jest kurczak, ale z wołowiną, jagnięciną, czy innymi rodzajami mięs jest taka sama sytuacja.

Na początek chciałabym jednak wyjaśnić bardzo często mylącą różnicę - napisany na opakowaniu kurczak nie jest mięsem z kurczaka, czyli tym, co zjadamy na obiad

Pod samym słowem "kurczak" może kryć się wszystko - najczęściej jest to "ładniejsza" nazwa dla produktów ubocznych - łbów, dziobów, pazurów, czyli wszystkiego, czego nie chcielibyśmy podać swojemu psu.

Pod hasłem "mięso z kurczaka" znajdziemy tylko mięso i jest to gwarancja, że producent nie wciska nam żadnych produktów ubocznych zwierzęcia.

Unikajmy jednak mączek kostnych i mięsno-kostnych - to nie jest mięso!

Znalazłam bardzo pomocną tabelkę, która w skrócie to wszystko przedstawia.

kurczak = produkty uboczne z kurczaka (odpady z uboju), w dodatku w stanie surowym, czyli przed wysuszeniem (ważone wraz z zawartą w nich wodą)
mięso z kurczaka = mięso, ale zważone przed wysuszeniem
mączka z mięsa kurczaka lub suszone mięso kurczaka = mięso po wysuszeniu, a więc już bez wody, zostało zważone i użyte w takim stanie
mączka z kurczaka lub suszony kurczak = suszone produkty uboczne (żadne mięso)

Jednak jak widać w tabelce wyżej, mięso z kurczaka na pierwszym miejscu w karmie nie oznacza, że jest go najwięcej.
Dlaczego?


Zawartość wody w mięsie

Mięso zawiera wodę, jak wszystkie żywe tkanki - to dlatego kurczak na naszym talerzu jest miękki i soczysty.
Ale jak pełnowartościowe mięso z dużą zawartością wody mieści się do malutkich, suchych granulek karmy?
Przypomnę, że tkanka mięśniowa zawiera około 80% wody, czyli z jednego kilograma mięsa  uzyskamy tylko... ok. 200g suchej masy.
To bardzo niewiele, dlatego producenci karm decydują się na manipulowanie składami karm, aby  osiągnąć jak największe zyski dodając jak najmniej najważniejszego składnika.

Bardzo doceniam uwzględnienie tego aspektu w składzie karmy u (i jak na razie tylko!)  jednego producenta.

"zboża, mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (8%*), roślinne ekstrakty białkowe, oleje i tłuszcze, produkty pochodzenia roślinnego, warzywa (suszony korzeń cykorii 1.1%), składniki mineralne.

*odpowiednik 16% nawodnionego mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego: minimum 4% kurczaka"

Z tego wynika, że "(świeże) mięso z kurczaka" na pierwszym miejscu w składzie jest tylko... chwytem marketingowym, aby przyciągnąć klienta.

Jak jeszcze jesteśmy robieni w bambuko?


Rozbijanie składników

Według prawa składniki w psiej karmie powinny być umieszczone malejąco, czyli na pierwszym miejscu powinien stać składnik, którego w karmie jest najwięcej.
Niestety, producenci karm najczęściej obchodzą ten przepis rozbijając składniki, których jest najwięcej  na kilka oddzielnych o różnych nazwach.
Takim sposobem mięso będzie na pierwszym miejscu, a że tuż za nim znajdziemy ryż biały, potem brązowy i mączkę z ryżu?
Kto by się tym przejmował?
A producent się cieszy...

Zboża, zboża, zboża!

Właśnie większość tego składnika zawierają prawie wszystkie karmy dostępne na rynku.
To źle, ponieważ pies jest mięsożercą i jego organizm nie jest przystosowany do jedzenia tak dużej ilości wypełniaczy.
Dawniej psy jadły tylko to co same upolowały, nikt im nie piekł zbożowych ciasteczek do uzupełnienia diety - w najlepszym wypadku zjadały żołądki zwierząt z zawartością.

Więc dlaczego dzisiaj w żywieniu psów dominuje ten najmniej potrzebny im składnik?

pszenica
, mąka pszenna, kukurydza, skwarki, mąka ryżowa, melasa buraczana, tłuszcz drobiowy, mączka rybna, tłuszcz wołowy, hydrolizat wątrobi, drożdże w proszku, kiełki słodu, marchew, chlorek sodu, wytłoki z jabłek, mieszanka ziół.

Czy na powyższym przykładzie widzicie, ile może być w karmie zapychaczy pochodzenia roślinnego?
I nie wiem, jak wy, ale ja tutaj mięsa nie widzę (no chyba, że skwarki, ale to też nie mięso!).

Taka karma jest normalnie sprzedawana w sklepach i wcale nie po najniższej cenie.



Produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego i konserwanty, przeciwutleniacze czy barwniki

Na temat ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego (w skrócie UPPZ) bardzo ładnie pisze Inspektorat Weterynarii w Gdańsku :
"Produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego - oznaczają całe zwierzęta martwe lub ich części, produkty pochodzenia zwierzęcego lub inne produkty otrzymane ze zwierząt, nieprzeznaczone do spożycia przez ludzi, w tym komórki jajowe, zarodki i nasienie."

Istnieją trzy kategorie klasyfikacji UPPZ :
- do usunięcia
- nie do spożycia przez zwierzęta
- nie do spożycia przez ludzi

W karmach dla zwierząt znajdują się odpadki tej trzeciej kategorii - nie do spożycia przez ludzi, a konkretnie:

"- krew, łożysko, wełna, pióra, włosy, rogi, ścinki kopyt, które pochodzą od żywych zwierząt które nie wykazywały żadnych oznak choroby przenoszonej przez ten produkt na ludzi lub zwierzęta

- skóry, skórki, kopyta, pióra wełna, rogi, sierść i futro pochodzące od martwych zwierząt, które nie wykazywały żadnych oznak choroby przenoszonej przez ten produkt na ludzi lub zwierzęta

- produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego z drobiu i zajęczaków poddanych ubojowi w gospodarstwie, zgodnie z art. 1 ust. 3 lit. d) rozporządzenia (WE) nr 853/2004, które nie wykazywały żadnych objawów choroby przenoszonej na ludzi lub zwierzęta"

Czy to wygląda smacznie?
No właśnie...

A kto raz widział złej jakości marketową karmę, ten na pewno widział kolorowe "warzywne" ("a bo ten zielony, to na pewno z groszkiem, a pomarańczowy z marchewką"), albo "mięsne" ("brązowy z kurczakiem i ciemnobrązowy z wołowiną") granulki, ten spotkał się już z barwnikami w karmie.
Oprócz barwników znajdziemy tam jeszcze masę konserwantów o dziwnie brzmiących nazwach/skrótach, np. Butylohydroksyanizol (BHA) czy Butylohydroksytoluen (BHT).
Nawet ciężko to wymówić!

Więcej i szerzej na ten temat rozpisała się Dogosfera, dlatego tam odsyłam.


Marka

Kolejna ważna rzecz.
Ile razy kupiliście daną karmę, bo "jest polecana przez najlepszych weterynarzy"?
Myślicie, że dlaczego większość weterynarzy poleca karmę kiepskiej jakości (ze świadomością tego)?
Odpowiedź jest prosta - bo im płacą.
"Poruszająca troska o weterynarzy ma naturalnie powód: weterynarze są ważnym czynnikiem zwiększającym zyski, są pytani, gdy pojawiają się wątpliwości dotyczące żywienia małych ulubieńców.
A multikoncernom jest bardzo na rękę, gdy weterynarze stają się tubą przemysłowej ideologii karmienia." - tak pisze doktor Hans-Ulrich Grimm w wyżej wymienionej książce.
I co najlepsze - to prawda.
Weterynarze mają duży wpływ na wybór karmy, szczególnie dla osób niedoświadczonych w temacie jest to główny czynnik zakupu tej, a nie innej marki.
I przykre jest to, że w Polsce jest to bardzo częste.
Bo mało który gabinet nie jest przyozdobiony czerwoną lub różową marką.


Więc czym karmić psa?

Nie wiem, czy przestraszyłam kogoś tym wpisem :P
Mam jednak nadzieję, że choć trochę was uświadomiłam.
Na rynku mamy karm od groma, o niezliczonej ilości kształtów i wielkości, dla małych i dużych psów, szczeniąt i seniorów.
I bardzo dobrze!
Musimy tylko potrafić wybrać tą jedną igłę w stogu całego siana karm - to nie jest łatwe zadanie, dlatego trzeba szukać, sprawdzać, próbować i nie dać się nabrać!

Przyjmując pod swój dach psa z pewnością byliśmy świadomi niemałych kosztów z nim związanych (potwierdziła to m.im akcja "Psijacielu Drogi" promowana niedawno na blogach), a karma jest w sumie najważniejszym wydatkiem  (energią kosmiczną pies się nie pożywi, chociaż czytałam i o takich :D).
Nie każdego stać na dobrą karmę i ja jak najbardziej to rozumiem, ale warto wiedzieć co podajemy swojemu psu - jeżeli widzimy, że nie jest to karma wyższej jakości - warto kupować prawdziwe mięso w sklepie i dodawać je do karmy.
Urozmaicajmy psom jedzenie!
Czy my chcielibyśmy całe życie jeść to samo?

Inną opcją jest dieta BARF opierająca się na surowym mięsie.
Koszty są duże, ale jeśli sami przygotowujemy psu jedzenie = wiemy co je.
Jednak na temat tej diety trzeba być bardziej oczytanym :P

Czy po tym wpisie będziecie już bardziej świadomie wybierać karmę dla swojego pupila?
Mam nadzieję!

Pozdrawiamy - A&A!




piątek, 30 października 2015

Jesieni czas...

Dzisiaj znowu krótko i na temat, niestety bez zdjęć.
Miało być DIY, ale wiadomo, że w życiu nie zawsze wszystko wychodzi i czasem na coś trzeba poświęcić trochę więcej czasu (głupia maszyna!) :P
Za tydzień powinnam się już ze wszystkim wyrobić.

Tymczasem napiszę, jak sobie ostatnio żyjemy.

Po pierwsze - spacery.
Ilekroć pogoda i trochę wolnego czasu pozwala, jeździmy nad Zalew i spacerujemy "naszą" ścieżką po lesie.
Do tej pory pies na każdym takim spacerze chodził na smyczy automatycznej, bo i tak się nie oddala na więcej niż kilka metrów, a o spuszczeniu ze smyczy (w lesie!) nie ma mowy.
Ostatnio jednak postanowiłam mu trochę bardziej zaufać i zaczęłam go puszczać starym dobrym sposobem na "ze smyczą" (smycz przypięta do szelek ciągnie się luzem za psem).
Tak jak przypuszczałam - na początku dostał pierdolca "rany, jestem wolny, mogę iść gdzie chcę, zobacz, patyczek, rzucisz mi?", ale nie oddalał się.
Zdarzyły się sytuacje, kiedy wszedł głębiej w las za zapachem, totalnie mnie ignorując i wtedy musiałam po niego wejść, ale poza tym było większych problemów.
Tylko... musimy jeszcze kupić zwykłą smycz (wewnętrzna psia zakupoholiczka - "tak!") przeznaczoną tylko do takich spacerów - podszycie z siateczki w rączce od smyczy niestety nie zdało egzaminu - tym sposobem mam kolejny pretekst na wydanie pieniędzy na psa :P
Oprócz tego, jeśli na tygodniu nie mogę pozwolić sobie na takie wyjście, staramy się wychodzić na przynajmniej jeden długi spacer, najlepiej wieczorem, czego, jak na razie udaje mi się dotrzymać.

Kolejnym punktem są sztuczki.
PanSpaniel potrafi już ładnie trzymać rzeczy w pysiu <3
Nie do wiary, że jeszcze jakiś czas temu myślałam, że mój pies NIGDY nie będzie w stanie wziąć przedmiotu do pyska na moją prośbę, była to jedna z tych sztuczek "tonigdysięnieuda", a wystarczyło tylko znaleźć sposób...
Żebym ja w innych rzeczach też była taka mądra... :P
Zaczęliśmy też "smutaska", czyli kładzenie głowy.
Alex przy tej sztuczce tak kombinuje, że chyba wyklikamy też krzyżowanie łapek :D

A z negatywów... ciągle mamy problem z agresją do samców - ilekroć jakiś pies pojawi się na horyzoncie (najlepiej bezdomny), to na grzbiecie od razu "jeż" i warczenie pod nosem.
Ostatnio aż musiałam nim potrząsnąć (dosłownie), żeby wrócił do rzeczywistości.
Przy krzaczku też potrafi burknąć pod nosem.
W tej sytuacji czekam tylko na wiosnę - mam nadzieję, że wtedy uda się go w końcu pozbawić jajek i tych  cyrków będzie mniej.
Teraz, w prawie już zimowym okresie, nie ma żadnych psich wydarzeń, gdzie moglibyśmy poćwiczyć przebywanie w pobliżu dużej ilości psów, czego bardzo żałuję, bo musimy czekać aż do wiosny.

No i w końcu kupiliśmy dysk sensoryczny, więc już niedługo zaczynamy ćwiczyć :D
Zna ktoś jakieś filmiki odnośnie ćwiczeń na dysku? Chętnie zobaczę ;)


Tymczasem zapraszamy na kolejną notkę za tydzień ;)
Pozdrawiamy - A&A!

piątek, 23 października 2015

Test - karma Doctor Dog Jednobiałkowa wołowina bez zbóż.

Stali czytelnicy naszego starego bloga może pamiętają, że już kiedyś nawiązywaliśmy współpracę z marką Doctor Dog ;)
Niedawno odezwała się do mnie pani Ania i zaproponowała kolejne testy, tym razem karmy, która niedawno weszła na rynek.

Jesteście ciekawi?



COŚ O KARMIE...

 Doctor Dog, jest jedną z niewielu karm, które przygotowuje się z naturalnych składników - "Wszystkie składniki, poza mączkami mięsnymi, są jakości przeznaczonej dla ludzi (są dopuszczone do spożycia przez ludzi). ".
Producent zapewnia, że nie znajdziemy tam barwników, zlepiaczy,  poprawiaczy smaku, czy sztucznych konserwantów.
Firma produkuję karmę w czterech rodzajach smakowych dla średnich, dużych i ostatnio także małych psów.
Więcej można dowiedzieć się na ich stronie lub facebooku ;)



OPAKOWANIE

Rzecz istotna, która czasami również wpływa na wybór tego, co nasz pies będzie jadł.
Ja opakowania karm Doctor Dog uwielbiam!
Jest prosto i minimalistycznie, a ozdobna czcionka przykuwa uwagę .
Przy jedno- i trzykilogramowych opakowaniach karma zapakowana jest w cienką papierową torbę (wykonaną z makulatury = przyjazna dla środowiska), która w środku skrywa foliowy woreczek ze smaczną zawartością.
Dzięki takiemu opakowaniu nie ma szans, żeby karma wysypała się przy rozerwaniu zewnętrznego opakowania.
Większe opakowania (6 i 12kg) są pakowane po 3kg do mocnych, białych worków, dzięki czemu produkt zostaje dłużej świeży, a na wyjazd poręczniej jest zabrać jeden 3kg worek niż tysiąc mniejszych.
Oczywiście większe worki zapakowane są w równie stylowe, tekturowe pudła ;P


DLA KOGO?

Karma Doctor Dog Jednobiałkowa wołowina bez zbóż jest przeznaczona głównie dla psów dorosłych i seniorów średnich i dużych ras, powyżej 3 roku życia.
Firma ma w swojej ofercie już karmy dla dużych i małych psów, z drobiem, czy wołowiną, ale w tym wypadku pomyślała również o starszych psach, dla których większe i nieregularne kawałki takiej karmy mogą być wyzwaniem.
Dobrze by było, gdyby producent pomyślał również o wersji dla szczeniaków i młodych psów, bo nie znalazłam takiej wersji ;)


PIERWSZE WRAŻENIE

Zapach karmy jest dość intensywny (wyczułam go jeszcze zanim otworzyłam papierową torbę), nie śmierdzi jak typowa karma, ale... czuć zioła i owoce!
A konkretnie, przy bardzo bliskim powąchaniu zapach kojarzy mi się ze świeżo upieczoną dynią (co jest dziwne, bo nie ma jej w składzie) :D
Po otwarciu zdziwiłam się jeszcze bardziej, bo karma wyglądem przypomina nieco karmę dla królików! :P
Gdyby nie zapewnienia producenta, że w karmie znajduje się mięso, myślałabym, że ktoś się pomylił i wysłał nam nie to co trzeba :D

Karmy Doctor Dog są znane z oryginalnych kształtów chrupek, w tej wersji również tak jest!


KSZTAŁT, WIELKOŚĆ I WYGLĄD

Granulki karmy to pojedyncze, podłużne wałeczki, które mają różną długość i przede wszystkim są lekkie i suche, dzięki czemu da się je pokruszyć w palcach.
Wspominałam, że to karma również dla seniorów?
Starsze psy z pewnością lepiej poradzą sobie ze zjedzeniem karmy w takiej formie, niż w postaci ciężkich i twardych granulek.
W karmie również wyraźnie widać kawałki owoców, warzyw czy nasion (na przykład lnu).
Mają średnicę ok. 1cm.


SKŁAD I DAWKOWANIE

Przejdźmy teraz do najważniejszej części, a mianowicie składu.

SKŁAD: 30% mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (mięso wołowe); 26,6% warzywa (marchew suszona, pasternak suszony, natka pietruszki suszona); produkty pochodzenia roślinnego (nasiona lnu; Yucca Schidigera); 8% owoce (jabłka suszone, gruszka suszona); drożdże; nasiona (lucerna); zioła (pokrzywa); glukozamina; siarczan chondroityny; mięczaki i skorupiaki (małż nowozelandzki, chitosan); ryby i produkty rybne (chrząstka rekina).
DODATKI: Witaminy: IU/kg: Witamina: A (E 672) 8 000; Witamina D3 (E 671): 800; Witamina E: 50 mg/kg; Witamina B1: 1 mg/kg; Witamina B2: 6 mg/kg; Witamina B6: 1.55 mg/kg; Witamina K: 0.1 mg/kg; Witamina B12: 35 µg/kg; Biotyna: 1600 µg/kg; Niacyna: 10 mg/kg; Kwas pantotenowy: 15 mg/kg; Kwas foliowy: 0.285 mg/kg; Chlorek choliny: 1000 mg/kg; Tauryna: 0,6 g/kg; L-Karnityna 90 mg/kg; CLA C18: 2 (sprzężony kwas linolowy): 25 mg/kg
Związki pierwiastków śladowych: E1 Żelazo (siarczan żelaza (II), monohydrat): 36 mg/kg; E1 Żelazo (chelat żelazowy wodzianu glicyny): 24 mg/kg; E2 Jod (jodek potasu): 1.306 mg/kg: E4 Miedź (siarczan miedzi, pentahydrat): 5.75 mg/kg; E4 Miedź (chelat miedziowy wodzianu glicyny) 2.25 mg/kg: E5 Mangan (tlenek manganu (II)): 5.3 mg/kg;
E5 Mangan (chelat manganowy wodzianu glicyny): 1.5 mg/kg; E6 Cynk (chelat cynkowy wodzianu glicyny): 25 mg/kg; E6 Cynk (tlenek cynku): 47.5 mg/kg; E6 Cynk (siarczan cynku (II), monohydrat): 57.5 mg/kg; E8 Selen (selenian (IV)sodu): 0.45mg/kg.

Wielkim plusem w karmie jest brak zbóż i (najczęściej uczulającego) kurczaka, a zamiast nich znajdziemy wołowinę, która jest jedynym źródłem białka zwierzęcego, dzięki czemu nadaje się dla psów alergików.
W karmie nie znajdziemy konserwantów, barwników, substancji zapachowych czy smakowych.
Nie pęcznieje ona również w żołądku psa, tak jak większość karm dostępnych na rynku.
Jak pisze producent, Yucca, Chlorofil czy chelat cynku ograniczają brzydkie zapachy z pyska, odchodów (chyba wiemy, jak bardzo "aromatyczne" są koopy :P) czy cieczki.
W karmie występuje także glukozamina, czy muszle ostryg, których zadaniem jest wspomaganie stawów.

Doctor Dog jest pozbawiona również mączki mięsno-kostnej, ale martwi mnie jednak informacja na stronie producenta, że karma nie zawiera mięsa dehydratyzowanego (pozbawionego wody), gdyż tak naprawdę mięso najpierw trzeba wysuszyć, żeby znalazło się w suchej karmie.

W takim wypadku nie wiemy, czy te 30% mięsa w produkcie jest świeże, czy już po wysuszeniu.
Przydałaby się taka informacja na opakowaniu.

Dawkowanie karmy jest według mnie trochę za wysokie, Alex, który waży 15kg powinien dostawać aż 240g karmy na dzień (gdzie normalnie dostaje ok.180g, a i tak nie zjada wszystkiego :P).
Możliwe, że spowodowane jest to tym, że karma jest dosyć lekka, ale licząc to na porcje, mój pies w tydzień musiałby zjeść ok. 1,7kg, a w miesiąc prawie 7kg!
I tu dochodzimy do...


CENA

Kilogram karmy kosztuje ok. 30zł, trzy kilogramy już niecałe 80zł (27złkg), a za 12kg będziemy zmuszeni zapłacić prawie 230zł (20zł/kg).

Czy to dużo?
Porównując z innymi bezzbożowymi karmami - sądzę, że tak.
Porównując stosunek cena-skład - myślę, że również.
Nie jest to bardzo drogi produkt, ale na kieszeń Zwykłego Posiadacza Psa to może być już trochę za dużo.

Jeżeli jednak mamy (starszego) psa, który nie toleruje zbóż czy kurczaka w karmie, bądź po prostu chcemy spróbować czegoś nowego, to nie widzę przeszkód, żeby pokusić się przynajmniej na mniejsze opakowanie karmy ;)

A co na to sam tester?



A PO ZJEDZENIU KARMY...

Pan Spaniel ostatnio zrobił się bardzo wybredny, mało którą karmę ruszy, a jeśli jest to jakaś nowość, zazwyczaj ma problemy żołądkowe i biegunkę.
Tą karmę polubił i naprawdę widać, że mu posmakowała :D
W każdym bądź razie miska była czysta (co nieczęsto się zdarza w przypadku suchej karmy!)
Karma jako karma nie wystarczyłaby nam na długo, dlatego stwierdziłam, że trochę zużyjemy ją w postaci nagród (jak wspomniałam - łatwo się łamie na mniejsze kawałki), a resztę będzie jadł z miski.

Po mniej/więcej tygodniu stosowania mogę stwierdzić, że...
  • pies chętnie na nią pracuje/wyjada karmę do czystej miski
  • "zapach psa" (w różnym tego słowa znaczeniu) stał się mniej intensywny
  • odchody są małe, zwarte i nie śmierdzą, ich ilość też jest normalna
  • nie zauważyłam, aby karma wpłynęła w jakiś sposób na sierść (możliwe, że przy dłuższym stosowaniu byłoby to widoczne)
  • zapach z pyska troszeczkę się poprawił
  • brak gazów
Podsumowując - nie jestem w stanie ocenić efektów  stosowania tej karmy, jeden kilogram to za mało, aby powiedzieć o niej coś sensownego.
Widać jednak, że jest to dobra karma, jak pisałam wcześniej, Alex jest strasznie wrażliwy na jakąkolwiek zmianę w diecie - Doctor Dog był podany bez stopniowego wprowadzania (mieszania z inną karmą) i było okej, żadnej biegunki, bączków czy grania w kiszkach.

Dla przeciętnego psiarza cena za karmę może trochę odstraszać i myślę, że mało kto mógłby sobie pozwolić na dłuższe karmienie psa tą karmą (mam na myśli psy nieuczulone, którym nie przeszkadza kurczak w karmie), ale musimy sobie zdawać sprawę, że im lepszy produkt wyprodukowany z lepszych składników, tym jest droższy.
I to nie dotyczy wyłącznie karm dla psów ;)


Wbrew pozorom, Alexowi karma bardzo smakuje - powodem takich min było po prostu przerwanie popołudniowej drzemki :D
I tak, wiem, jak wyglądają zdjęcia, nie jestem z nich ani trochę zadowolona, ale od ponad tygodnia cały dzień pada deszcz i jest pochmurno, po prostu nie ma szans na zrobienie lepszych.
W następnej recenzji się poprawię!

Pozdrawiamy - A&A!